recenzja

Recenzja albumu Queen "The Miracle" na 30-lecie

22 maja 1989 roku, trzy lata po wydaniu albumu A Kind Of Magic i po promującej go trasie koncertowej ( jak się okazało ostatniej w oryginalnym składzie), świat muzyki został obdarowany wytęskniony albumem zespołu Queen, którego tytuł The Miracle, w dosłownym tłumaczeniu wzbudzał i wzbudza bardzo pozytywne konotacje. Na wstępie chcę skupić się nad tytułem („Cud”). Może on nieść za sobą kilka znaczeń i symboli, jak cała twórczość Królowej. Jednak

Bohemian Rhapsody – szlachectwo zobowiązuje. Czyli dlaczego ten film jest tak dobry, skoro jest tak zły

W moim życiu nie było z pewnością filmu, którego bardziej bym wyczekiwał. Od momentu, w którym dowiedziałem się, że taki obraz powstanie, byłem więc do niego nastawiony emocjonalnie. W końcu Queen to nie tylko nieodłączna część mego życia od ponad 27 lat, ale także największa (nie tylko muzyczna) pasja, której zawdzięczam w ogromnej mierze miłość (przekładającą się także na życie zawodowe) do muzyki w ogóle – jako najpiękniejszej ze sztuk. A

Bohemian Rhapsody czyli fascynująca historia pewnej... manipulacji

Jest 1985 rok, właśnie trwa Live Aid – święto muzyki skupiające artystów z pierwszych miejsc list przebojów, którzy postanowili użyczyć swych sław i talentów by pomóc głodującym w Afryce. Publiczność z całego świata śledzi wydarzenie dzięki satelitom transmitującym koncerty w ich domach. Przed monitorem, za kulisami, siedzi filmowy pomysłodawca i główny organizator, Bob Geldof. Lider The Boomtown Rats z niewyraźną miną wpatruje się w milczący telefon. I nagle ON DZWONI!