W odmętach ostatecznej insynuacji – recenzja albumu Queen „Innuendo” na 30-lecie

W odmętach ostatecznej insynuacji - recenzja albumu Queen „Innuendo” na 30-lecie

Innuendo – czternasty album zespołu Queen to dzieło ze wszech miar znaczące, zarówno dla miłośników Królowej, jak i dla koneserów wartościowej muzyki rockowej. 

Jako ortodoksyjna fanka zespołu wszech czasów, kocham wszystkie albumy, nie umniejszając w najmniejszym stopniu wartości żadnego spośród fenomenalnych krążków powstałych podczas dwóch dekad działalności. Każda płyta ma swój własny urok, charakter, specyfikę i każda silnie oddziałuje na słuchacza poprzez teksty, ich wokalne interpretacje czy warstwę instrumentalną. Często w diametralnie różniących się od siebie, kontrastowych stylach. Jest to zjawisko genialne i jak najbardziej fascynujące.

Innuendo to dzieło, w którym silne emocje brawurowo przeplatają się ze sztuką i filozofią egzystencjalną. Płytę charakteryzuje rockowa dynamika i wysoka jakość brzmienia. 

To jednak nie tylko doskonałe muzyczne zjawisko, ale i forma godnego, kunsztownego pożegnania…

Prace nad płytą trwały od marca 1989 do listopada 1990 r. Był to czas, w którym Freddie Mercury walczył z zaawansowanym stadium AIDS i doceniał każdy dzień życia. Wszyscy członkowie zespołu mieli świadomość dramatycznej sytuacji, która scaliła ich przyjaźń i wygenerowała fascynującą kreatywność. 

Album wydany 4 lutego 1991 r. to ostatni projekt, nad którym Freddie pracował w pełnym zakresie. Odszedł nieco ponad dziewięć miesięcy później…

Innuendo otwiera utwór tytułowy, pełen podniosłości i refleksyjnego patosu. W tekście pojawia się nawołanie do nieustannej walki oraz dążenia w kierunku wyznaczonych celów. Bez względu na przeciwności, „aż do końca czasów”… Ponad sześciominutowe dzieło jest wzniosłą feerią porywających instrumentalnych dźwięków ozdobionych hiszpańską gitarą Steve’a Howe’a oraz syntezatorową orkiestrą pod nadzorem Davida Richardsa. Fascynujące i jednocześnie trudne partie wokalne śpiewane są przez Freddiego dającego popis niepowtarzalnych możliwości. Intensywna emocjonalność wokalu sugestywnie udziela się słuchaczowi. Przesłanie jest bardzo znamienne dla ówczesnej sytuacji Mercury’ego, zawierając jednocześnie uniwersalne prawdy.

Steve Howe w 1990 roku, foto Glenn Santarpio

To jeden z tekstów, do których dostęp mają tylko Członkowie Polskiego Fanklubu Queen. Dołącz do Nas! Jeśli jesteś już w PFQ zaloguj się, aby zapoznać się z całą zawartością artykułu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

seven × one =